Niemcy

#222 ,,Dźwięki z komnat”

Da camera, z włoskiego muzyka przeznaczona do komnaty, do pokoju. Określenia tego używano już w XVI wieku w odniesieniu do zespołów śpiewaczych i muzyki wykonywanej np dla królów dla urozmaicenia ich wolnego czasu. Określenie da camera przylgnęło potem do jednego z rodzajów  barokowej sonaty, stanowiącej cykl tańców i przeznaczonej na mały skład, a po wykształceniu się sonaty kościelnej (wł. da chiesa), a następnie sonaty klasycznej, stało się określeniem na wszelką muzykę przeznaczoną na niewielki skład (do 9 wykonawców), którą to muzykę określamy muzyką kameralną. I to właśnie skarby tego rodzaju muzyki będziemy prezentować na naszym blogu w najbliższym czasie. 

Naszą kameralną serię zaczniemy składem typowym ale wcale nie nudnym. Będzie o kwartecie smyczkowym. Formę tę tworzyli wszyscy trzej słynni wiedeńscy klasycy. Haydn stał się ojcem tej kunsztownej formy, ale to Beethoven przejął jej konwencję i w swoistej muzycznej pracowni szesnastu kwartetów rozwinął. 

Klasyczny kwartet w swej formie pozbywa się z kameralistyki barokowego basso continuo. Eksponuje wszystkie cztery głosy podobnie przez co staje się formą wyrafinowanego wspólnego muzykowania. Nie bez powodu przylgnęła do niego nazwa ,,rozmowa czworga inteligentnych rozmówców. 

Już od pierwszych Kwartetów op. 18 Beethoven do klasycznej formy wprowadza nieco bardziej romantycznej ekspresji, jednak kwartetowy język mistrza ewoluuje dalej w tak ciekawych kierunkach, że kwartetom Beethovena można poświęcić stosy oddzielnch publikacji. Aby pokazać jak bardzo zachwycające i ciekawe może być zagłębianie się w ich brzmienie przytoczę co o kwartetach Beethovena  pisał w swoich Dziennikach Witold Gombrowicz: 

„zaraz następnego dnia kupiłem sobie płyty z tymi jego kwartetami (…) i utonąłem. Es-dur, e-moll,

C-dur, cis-moll, F-dur, c-moll, a-moll, B-dur, F-dur, A-dur, G-dur – kwartety! Szesnaście kwartetów!

Nie jest tym samym zbliżyć się od czasu do czasu do jednego z nich, mimochodem, a wstąpić

w gmach, zagłębić się, wędrować z sali do sali, błądzić po krużgankach, ogarniać sklepienia, badać

architekturę, odkrywać napisy i freski (…) z palcem na ustach. Forma! Forma! Nie jego szukam

tutaj, gmach nie nim wypełniony, a jego formą, która doznaje w ciągu tej swojej stopniowej

autokompozycji przygód, przemian, wzbogaceń – podobna stworom ludzko-nieludzkim

z pradawnych bajek. Jak przez mgłę, wciąż błądząc i z palcem na ustach, posuwam się od Adagio

molto e mesto z 7-go do Molto adagio – Andante z 15-go, lub też zamyślony badam, jak i dlaczego

haydnowskie słońce z czasów młodości tak dziwnie powraca u progu śmierci, w ostatnim Rondo

i w Andante F-dur? Jak i dlaczego?”.  

Witold Gombrowicz – „Dzienniki”

Przygód i wzbogaceń życzymy w obcowaniu z Beethovenem jak i w ogóle z muzyką kameralną.A na dobry początek naszej serii polecamy wczesny Kwartet Smyczkowy D- dur op. 18 nr 3. Do usłyszenia!