Austria

#211 Czy muzyka zna granice?

Arnold Schoenberg to kompozytor powszechnie znany za sprawą stworzenia dodekafonii oraz jego szczególnego zamiłowania do atonalności. Skutki jego działań można zauważyć aż do dziś i nadal twórczość pierwszego przedstawiciela nowej szkoły wiedeńskiej porusza wiele osób do dyskusji, czy kompozycje bez określonej tonacji mają jakikolwiek sens. Pomimo kontrowersji, Schoenberg jest jednym z najważniejszych kompozytorów w historii i dzięki swoim wizjonerskim pomysłom, w znaczący sposób rozwinął on sztukę kompozycji. W dzisiejszym artykule zajmiemy się dziełem, które jako pierwsze w tak dużym stopniu przełamało granice tonalności, a jest nim zbiór 3 utworów na fortepian z opusu 11.

Żeby w pełni zrozumieć fenomen tej kompozycji, ważne jest poznanie ówczesnej życiowej sytuacji Schoenberga. Kompozytor już od dłuższego czasu nie był rozumiany przez innych twórców i często był atakowany z powodu powierzchownego traktowania tonalności i używania niektórych współbrzmień bez szerszego harmonijnego kontekstu. Po premierze jego drugiego kwartetu smyczkowego, który spotkał się niestety z mało entuzjastycznym przyjęciem, Schoenberg nie mógł już wytrzymać często bezpodstawnej krytyki. Jego działaniem reakcyjnym na zaistniałą sytuację było pozostawienie już zaczętych kompozycji jak Gurre-Lieder i stworzenie czegoś, co w ostateczny sposób złamałoby ograniczający go szklany sufit w postaci tonalności.
Już od rozpoczęcia się pierwszego utworu ze zbioru trudno powiedzieć tu o użyciu harmonii funkcyjnej. Kompozycja posiada jednak szczątkowe elementy, znane już z innych wcześniejszych muzycznych dzieł. Posiada liryczną melodię, akompaniament akordowy czy pełne ekspresji przednutki. Mimo tego analiza harmoniczna kompozycji jest niemal niemożliwa, co potwierdzają próby wybitnych teoretyków, często kończące się na sprzecznych od siebie rezultatach.

Drugi utwór to najdłuższa część z całego zbioru. Podobnie do pierwszej kompozycji, pomimo braku harmonii funkcyjnej posiada ona elementy dzieł tonalnych, np. ostinatową linię basu. Utwór przez swoje wolne tempo i bardzo nagłe zmiany dynamiczne jest prawdopodobnie najbardziej posępny z wszystkich trzech. Przez swój ponury klimat jest on również trudny do słuchania i w jasny sposób pokazuje, że atonalność potrafi być jeszcze mroczniejsza i dramatyczniejsza od tonacji molowych.

Ostatnia kompozycja z opusu 11 jest dziełem zdecydowanie najbardziej nowatorskim. Trudno mówić w niej już o jakichkolwiek śladach pisania tonalnego. Jej sposób narracji jest bardzo chaotyczny i wręcz niemożliwe jest przewidzenie w niej zakończenia. Obecnie w utworze doszukuje się już nawet szczątkowych śladów serializmu integralnego, techniki kompozytorskiej powszechnie stosowanej dopiero 40 lat później, co świadczy o geniuszu Schoenberga do przewidywania muzyki z przyszłości.

Jak można było się spodziewać, utwór przy premierze spotkał się z dużą ilością krytyki i kontrowersji. Szum wokół niego był jednak zupełnie inny niż przy jego poprzednich dziełach. Wiele osób było wręcz zafascynowanych nowatorskością trzech utworów i dobrowolnie podjęło się ich analizy. Zbiór ten nie tylko rozpoczął atonalność, ale również wprowadził muzykę w ekspresjonizm, za którego pomocą można było wyrazić emocje i myśli w sposób wcześniej nieznany.

Pomimo początkowych obaw i panicznym lękiem przed atonalnością, trzy utwory weszły na stałe do kanonu najwybitniejszych dzieł muzyki klasycznej, a za sprawą artystów takich jak Glenn Gould zdobyły one popularność wśród szerokiej publiczności. Z tego powodu poniżej wstawiamy linki właśnie z jego wykonaniem. Mamy również nadzieję, że utwór ten zaciekawi niejedną osobę i zachęci do dalszych poszukiwań w muzyce XX wieku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.