Kobiety

#130 “Kobiety mogą kiedyś głosować, ale nigdy nie nauczą się komponować”

W ubiegłych stuleciach kobiety kompozytorki musiały zmagać się z nierównym traktowaniem i stereotypowymi ocenami. Skrępowana “słaba” płeć tłumiła w sobie pokłady talentu, a wiele kobiecych arcydzieł zaginęło w fali krytyki, oskarżającej o marne naśladownictwo prawdziwej, męskiej sztuki. Dziś przed nami historia Cecile Chaminade – kobiety niezwykłej. Z jednej strony odnoszącej sukcesy, pierwszej kobiety o tytule Kawalera Legii Honorowej. Z drugiej – zapomnianej, osamotnionej i wielokrotnie niedocenionej.

Cecile urodziła się w 1857 roku. Pochodziła z rodziny o muzycznych tradycjach, więc jako dziecko uczyła się gry na fortepianie u matki. Wcześnie zainteresowała się kompozycją. Już w wieku siedmiu lat powstały jej pierwsze utwory. Mając osiem lat zaprezentowała jedną z własnych kompozycji Bizetowi, który był pod wielkim wrażeniem drzemiącego w niej talentu. 

Chaminade nie mogła oficjalnie uczęszczać do Konserwatorium Paryskiego. W ówczesnych realiach nie do przyjęcia było, aby młoda dama uczyła się w akademii. Mimo to, kariera Cecile nabrała rozpędu. Zaczęło się od debiutanckiego koncertu, gdy Chaminade miała zaledwie osiemnaście lat. Później przyszła pora na debiut w Londynie, gdzie został przyjęty niezwykle entuzjastycznie. Pokochały ją też Stany Zjednoczone, gdzie występowała z Orkiestrą Filadelfijską. W 1907 nagrała siedem ze swoich fortepianowych kompozycji. Ponadto, Cecile jako pierwsza kobieta otrzymała tytuł Kawalera Legii Honorowej. 

Jednak Cecil całe życie zmagała się z deprymującą krytyką i seksistowskimi uwagami. Chaminade była określana jako “kompozytorka salonowa”. Krytycy używali tego terminu lekceważąco, aby zasugerować, iż jej twórczość jest powierzchowna oraz pełna sentymentalizmu i pustych wirtuozowskich uniesień.

Była krytykowana za pierwiastek kobiecości w lirycznych utworach, natomiast w większych formach orkiestrowych zarzucano jej “imitację męskości”. O jej Concertstuck mówiono: “utwór ten jest silny i męski… być może zbyt męski”. Jedną z najbardziej uderzających wypowiedzi, jest recenzja z koncertu w Carnegie Hall: “Muzyka Chaminade ma pewną kobiecą delikatność i wdzięk, ale jest zadziwiająco powierzchowna. Ogólnie rzecz biorąc, koncert ten utwierdził w przekonaniu, że kobiety mogą kiedyś głosować, ale nigdy nie nauczą się komponować niczego wartościowego.”

Chaminade zmarła w samotności, zaniedbana. Pod koniec życia krytyczne opinie pod jej adresem nasiliły się. Do tego pogarszający się stan zdrowia uniemożliwił jej koncertowanie. Muzyka, w której piękno i subtelność melodii przeplata się z brzmieniem pełnym witalności i siły została zapomniana na dziesięciolecia. Dopiero od niedawna przeżywa swój renesans. Dziś, zapraszamy do wysłuchania owego “zbyt męskiego” Conterstuck. Obyśmy potrafili go prawdziwie docenić, nie oceniając przez pryzmat stereotypów i własnych uprzedzeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *