Kobiety

#129 „Frau”

Muzyka była dla niej więcej niż pasją. W dźwiękach odnajdywała prawdziwe piękno, dobroć, towarzyszyły jej od najmłodszych lat. Skrzypce były wyborem niemal oczywistym – jej ojciec przez pięćdziesiąt lat był koncertmistrzem Filharmonii Wiedeńskiej. Razem z nimi odbywała liczne trasy koncertowe, była wspaniałą, niezwykle uzdolnioną solistką, odkrywającą przez całą Europą uroki tego romantycznego i tajemniczego instrumentu. Angażowała się również w kameralistykę, współtworząc orkiestrę Die Wiener Walzermädeln. Przyszedł jednak moment, w którym odebrano jej prawo do życia pełnego wrażliwości, szczęścia i ludzkiej godności.

Poznajcie Almę Rosé.

Kiedy wybuchła wojna, Alma miała 33 lata, była u szczytu swojej kariery. Nastroje antysemickie sprawiły, że poczuła się zagrożona – była żydowskiego pochodzenia – i postanowiła opuścić rodzinną Austrię. Przebywała w Anglii, Holandii, a pod koniec roku 1942 przekroczyła granice Francji, z myślą przedostania się do Szwajcarii, która mogła zaoferować jej bezpieczne schronienie. Do Szwajcarii jednak dotrzeć się jej nie udało – została aresztowana we francuskim Dijon, miesiąc później przetransportowano ją do obozu przejściowego dla Żydów w Drancy. Po pół roku znalazła się w miejscu, o którym nie śniła w najgorszych koszmarach – obozie koncentracyjnym Auschwitz. Miała tam zostać poddawana strasznym eksperymentom, dotyczących sposobów sterylizacji kobiet, jednak kiedy rozeszła się wiadomość o tym, że jest skrzypaczką – Almie udało się uniknąć pseudomedycznych tortur.

Maria Mandel, główna nadzorczyni obozu, sprowadziła Almę do obozu Birkenau, gdzie otrzymała polecenie objęcia dyrygentury kobiecej kapeli. Rosé nie tylko przygotowywała instrumentalistki do wystąpień, ale zajmowała się również instrumentacją,w której, według relacji byłych więźniarek, wykazywała ogromne zdolności. Potrafiła doskonale kierować zespołem; zarzucała twardą dyscyplinę, budziła szacunek i pokazywała ogromny profesjonalizm. Z relacji Zofii Cykowiak pt. „Wspomnienie o Almie Rosé”, dowiadujemy się, że „muzyka, którą przyszło jej uprawiać w nieludzkich warunkach obozu zagłady, była całym jej odrębnym światem; chroniła się weń z zapamiętaniem, przeżywając wewnętrznie olbrzymi dramat”. Manca Svalbova wspomina, że „Alma zaszyła się całkowicie w swoim własnym świecie. (…) Życie w obozie szumiało w uszach jak straszny dysonans. Od dysonansu uciekała do swojej harmonii”. 

Profesjonalizm Almy Rosé był zauważany przez kierownika obozu Franza Hösslera, Marię Mandel, Josefa Mengele i innych esesmanów. Stawiali oni przed skrzypaczką kolejne wymagania, np. rozkazując jej przygotowywanie niedzielnych koncertów z szerokim repertuarem, wykraczającym poza zwykle grywane w obozie marsze. Zofia Cykowiak, „Orkiestra kobieca”:  „Układała programy niedzielnych koncertów, włączając do nich uwertury, arie operowe i operetkowe, transkrypcje utworów takich kompozytorów jak: Brahms, Czajkowski, Grieg, Dvořák, Puccini, Sarasate, Schumann, Schubert, Strauss, Verdi, Weber i inni. Opracowała około dwustu pozycji (łącznie z marszami), których wykonywanie urozmaicała swoimi solowymi występami skrzypcowymi. 

Wykonywanie muzyki rozrywkowej wzbudzało rozterki wśród obozowych muzyków. „Bo jakże tu grać muzykę lekką na tle buchających dzień i noc płomieni i czarnych dymów z kominów krematoryjnych? Jakże tu grać na otwartej przestrzeni między blokami rewiru, w słoneczny dzień niedzielny, kiedy za drutami wzdłuż niedalekiej drogi obozowej, ciągną tłumy wyczerpanych „podróżą” Żydów wprost do komór gazowych i krematoriów?”, pisze Helena Dunicz Niwińska w „Drogach mojego życia”. Często zarzucano im brak wrażliwości na rozgrywający się dookoła dramat ludzki. Muzyka jednak wielu więźniarkom znajdującym się w Birkenau, pozwala oderwać się od przerażającej codzienności – wiele z nich cieszyło się, że dziewczęta z orkiestry mają większe szanse na przeżycie. I liczne członkinie kapeli faktycznie doczekały się wyzwolenia. Nie doczekała tego jednak Alma. 

„Śmierć łagrowa”, wspominają te, które miały szansę opowiedzieć historię Rosé. Alma zmarła, a więźniarki wciąż musiały grywać marsze dla więźniów zmierzających do pracy i przebywających w obozie esesmanów. Reakcje więźniarek z pozoru zaprzeczały ludzkiej wrażliwości – nie płakały, nie rozpaczały, lecz musiały dalej walczyć o przetrwanie. Taką postawę wpoiła im właśnie Alma Rosé – silna kobieta, która każdego dnia walczyła z niesprawiedliwością, okrucieństwem i śmiercią, mając za broń to, co pozwalało jej przenieść utęsknioną duszę do domu, chociaż na parę chwil – muzykę. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.